To jest Autobiografia Tytusa Potockiego, zwanego też fifkiem. To jest fan fiction uniwersum chidonga
Uwaga od autora. Ta opowieść może zawierać autodestrukcyjne, lub destrukcyjne treści.
Intro od fifka: Jeśli jesteś pozytywnie myślącym iluminatiańskim jegomościem, nie czytać tego, bo to nie będzie zrozumiane przez ciebie czytelniku. Jeśli jakimś cudem czytasz tą biografię przed wielką wojną, to może być ostrzeżenie, dla wrażliwszej części, w której jestem i ja. A jeśli jesteś iluminatiańskim urzędnikiem, Weroniką, Jej synem, lub jakimś gówno wartym płytkim gościem, natychmiast spierdalać i nie dotykać papieru, komputera, lub w czym to się czyta.
Urodziłem się 29 stycznia 2035, już po wielkiej wojnie, w okolicach starego kapitolu. Moimi rodzicami byli Markus, marek i Elwira. Imię mojej matki jest dość rzadkie w Illuminatii, Państwie, w którym żyję, jak połowa tej pierdolonej ludzkości. W tym gównie, zwanym też światem kiedy byłem brzdącem już potrafiłem powtarzać wykłady moich rodziców i rodziny pod tytułem kurwa twoja mać. Albo jebane skurwysyny. 2038, to był rok, w którym po raz pierwszy widziałem innych ludzi niż rodzina, W publicznym przedszkolu im. Johna mcArthura, weterana wielkiej wojny. Uczyłem się liczyć, jakieś abecadło recytowałem, a także śpiewaliśmy dziecinne piosenki o rycerzach, o obrońcach świata, o czystości planety, a także była jedna pieśń, piosenka, która zapadła mi w pamięć:
Jesteśmy dziećmi illuminatii, jesteśmy dziećmi złotego wieku, ludźmi bez zmartwień, ludźmi bez trosk, bo są przygody, dziecięcy los. Bawiliśmy się zabawkowymi dronami i zestawami nowoczesnych klocków. A to budowaliśmy kalifat i bombardowaliśmy zabawkowymi dronami kalifat, co po niektórzy budowali nasze miasto, nasz dawny kraj, zwany polską, o ile mnie pamięć nie myli? A może tak? Po kalcjomorfinie prawie nic nie pamiętam. No może poza tym, że piszę biografię. Niestety, po kilku godzinach działania, efekt po kalcjomorfinie przestaje działać.
Naszą wychowawczynią była Pani angelika, 25 letnia wychowawczyni o dość przeciętnym wyglądzie, Tak, uczą nas postrzegać wygląd osób już od małego. Niby jest jakaśtam tolerancja, no ale zdeformowane dzieci, o ile nie były zabite przez łapiduchów, lub medykurew, jak to rodzice nazywali, to takie zdeformowane, lub nawet takie brzydkie dziecko, grubawe, lub z głosem jak kaczka, jego los był przesądzony. Jeśli to dziecko po kilku latach chciało mieć kogoś, nawet przyjaciół, to raczej kończył w psychiatryku, lub w trumnie. Jeden kolega, Miron, był dość dziwnym dla społeczeństwa i państwa dzieckiem. Nosił przy sobie krzyżyki i jakieś koraliki. Miał 2 imiona, Miron Michael. Miron, Oficjalne i Michael, imię z wielkiej księgi. Z Mironem bawiliśmy się w Indian a także w partyzantów II wojny światowej, coś jak w latach 90 dwudziestego wieku zabawa w Indian. Miron był średni, ale głos miał delikatny i przyjemny. Aż dziewczynki chciały się z nim bawić, Zwróćmy uwagę, że to jest czas przedszkolny. Pamiętam do dziś, słynny fragment wykładu.
Kiedy samochód ma brzydki wygląd, nie może parkować w parkingu, Parking powinien odpychać brzydki samochód.
Lub coś takiego: Brzydki miecz nie pasuję do pochwy w pasie, tak jak brzydki pistolet nie pasuje do kabury. Tak samo brzydka kabura nie może być schowkiem dla pięknie wyglądającego pistoletu. A pięknie wyglądający pistolet, w dodatku naładowany magazynkiem, jest ciężki dla kabury, ale za to, kiedy rozlegnie się strzał z pistoletu, Brzydkie kule, się niszczą, piękne uderzają w cel. Pięknie co? To jest o broni prawda? Niestety, kilka lat potem, podświadomość robi swoje. Mieliśmy lekcję religii, historii a także lekcję o najnowszych dziejach, w dziecięcej wersji.
Żołnierze walczyli o nasze dobro, powiadają nauczyciele. A przed wielką wojną była korupcja, były choroby psychiczne, co drugi człowiek chorował na depresję, lub nie miał celu w życiu. Co drugi był marzycielem. Teraz marzyciele i ludzie chorzy nie są stygmatyzowani, tolerujemy każdego człowieka, czy jest biały, brązowy. Nie mordujemy dzieci, mówią, po prostu parę zdeformowanych komórek idzie na większe dobro, robienie proszków lub kosmetyków, a nawet części do komputerów, tankodronów, lub jakichś innych zabawek militarnych i cywilnych.
Te lekcje były pierdolnięte jak dzisiejszy świat z resztą, Może poza moim walkmanem z lat 90, który mnie jeszcze trzyma przy życiu. Nawet jak byłem małym zasrańcem to już wiedziałem, że to, czego nas uczą, jakieś pistolety, bla bla, jakieś samochodziki i parkingi, czy jak przejąć inny samochód i parkingi, to jest pierdolnięte i jebane.
2039. Miron zniknął, Miron Michael chyba zniknął. Nie pojawił się już więcej w przedszkolu. Wychowawcy muwią, że chodzi do przedszkola prywatnego najprawdopodobniej. Ale po tym, rodzice Mirona przyszli smutni do przedszkola, i się kłócili z dyrektorem:
Jesteś kurwą, wiesz, Mister andrew? Ale jak państwo mogą tak mówić, jak, Przecież Miron…
Miron, kurwa twoja mać, nie żyje, jakiś samochód go potrącił, i to w okolicach tego zajebanego illuminatiańską gównopropagandą. Przedszkola. Podsłuchiwałem przez drzwi. Dyrektor próbował uspokoić matkę Mojego „brata”, Spokojnie, Przecież może być to ktoś podobny do Mirona. Dyrektor wpisał kod na klawiaturze komputerowej, z ekranu pojawiło się uspokajające syringe. . Dalej nie pamiętam
2048. Szkoła ponadpodstawowa imienia Generała Mirosława wileńskiego, proiluminackiego dowódcy wojskowego w Polsce w trakcie wielkiej wojny.
Mało pamiętam. Jedyne co pamiętam, to miałem dziewczynę, Zwaną Weroniką. Z tego co pamiętam, pocałunki były, i skończyło się na dotyku, Jeśli wiadomo o co chodzi. Moi rodzice już dawno nie żyją, Zabiły ich mniejsze konflikty w Nestburgu, w Gnieźnie. Nestburg także zawiera dawny Poznań. Po kilku miesiącach. Zauważyłem Jakiegoś iluminatiańskiego gościa z dolarami, obmacującego Veronikę, Nie protestowała, czyli to jednak prawda. Rzekłem sobie w duchu. Wszystko co należy do tego świata jest pierdolnięte, nawet bliskie relacje. Potem dowiedziałem się, iż Illuminatiański jegomość, Tomasz, był ojcem dwóch dzieci z Weroniką. Ja pierdole. Gdy to usłyszałem, postanowiłem zakupić kalcjomorfinę u pewnego gościa, zwanego też grubym pustelnikiem. I zacząłem ją zażywać. To było piękne uczucie, tak jakby nie było nic. Ale coraz częściej chciałem sobie odstrzelić łeb z pistoletu. Potem było coraz gorzej, Uczucie nieustannego smutku, świadomości, że jest się samemu, że nie ma nic, co by mnie ocaliło od tego gówna, w którym się znalazłem. Po prostu to było uczucie bezsilności, pustki, a jak nie tego, to ciągły smutek, aż poduszka była nasiąknięta łzami Fifka. Fifkiem nazwał mnie Ten jegomość, i tak się niestety przyjęło. Moją ulubioną porą dnia była, jest, pora snu, Sny pozwalają uciec od tego kurewskiego świata, od tej kurewskiej rzeczywistości. Bez kalcjomorfiny nie daję jóż razy, biorę 3, 4, 5, do 6 tabletek dziennie, Ale już nawet z nimi, czuję się tak, jakby iluminatiańskiemu gościowi obcięli Chuja i ręce.
Dość, powiedziałem sobie, Dość kurwa moja mać, do kurwy nędzy. Wziąłem nóż… Szczegółów nie będę tutaj opisywał. Ażeby nikt, kto to przeczyta, się nie zainspirował ode mnie. . Zostałem siłą wciągnięty do wojska, Jako jedyny z żołnierzy nie miałem przy sobie Broni, a panowie oficerowie musieli mi kroić chleb, bo nie miałem noża, z wiadomych względów. Nie mogłem też brać kalcjomorfiny, więc pozostał mi tylko, A nie, sznur też nie, wszystko mi zabrali.
Kiedy generał jakiś, zdradził tą gównianą rzeczywistość, z paroma rebeliantami, i z moim ukochanym walkmanem ukryliśmy się w lesie…
Po kilku minutach po tych dziwnych scenach wyszedłem z magnetycznego pociągu. Ktoś przemawiał w jakimś budynku. To była jakaś hala, czy coś takiego. W każdym bądź razie ten budynek przypominał koło. Wszedłem do tego budynku zobaczyć co się dzieje. Jeśli politycy coś mówią do publiczności, lub przez megafon, każdy miał zwyczaj słuchać tego, gdyż mogły być zawarte nowe zasady. Kiedy jakaś, ważna zasada była łamana, nie było usprawiedliwienia, trzeba było usłyszeć ją, przeczytać, lub domyślać się po co, dla czego. I na co to.
Wszedłem do budynku, nie wyciągnąłem pistoletu, aby nie było podejrzanie, ale dziwne… Nie było strażników z pistoletami laserowymi, ani z anihilatorkami. Byli ludzie, zwykli, nie ochroniarze, normalnie ludzie, cywile. Na scenie stał ktoś przypominający artystę. Prawdopodobnie to był jakiś koncert.
Słuchajcie, panowie i panie. Sytuacja w jakiej się znajdujemy, zwłaszcza wrażliwsza część społeczeństwa, jest tragiczna. Poeci, artyści, ludzie wrażliwi sercem są nie akceptowani, Zamykają ich w szpitalach, w ośrodkach edukacyjnych lub wysyłają do burdeli, aby zrobić z niego człowieka, do burdeli na dziewczynki. Albo chłopaków, zależy kim jesteś, czy dziewczyną czy chłopakiem, rzecz jasna. Sytuacja nasza, jak i innych ludzi jest jak zalanie gównem rzeki, jak plucie komuś w twarz. Góra pluje nam wszystkim w twarz. I nie obchodzi mnie to, że mnie zabiją, niech mnie zabiją i torturują, już dość mam tortur mentalnych. Dziewczyny, które rzucają dla lepszych modeli, dla bardziej cwanych, gówniana muzyka z lat 30 i 40 XXI wieku, kiczowata architektura, no i plujący nam w twarz bogacze, którzy mają te swoje rządowe pierdolone dolary. Cywilizacja jest upadkiem moralnym ludzkości, My jesteśmy częścią tonącego statku. Albo, wyobraźcie sobie, że jest obóz jeniecki, ludzie nie mają co jeść, dla tego zjadają swoje własne gówno. Tak, moi mili, gówno. Tym głodnym człowiekiem jest świat, a gównem. Nasza cywilizacja, To jest gówno gnijące od środka, śmierdzące, Gówno, w którym uczestniczymy, jesteśmy bakteriami w tym gównie, niektóre bakterie pomagają temu gównu gnić, śmierdzieć, inne chcą je rozłożyć, Ale to gówno się broni ze wszystkich sił. To gówno, zwane też, Hmm, małą Iluminatią, Iluminatia to śmierć, Iluminatia to gówno, I co. Kilkadziesiąt procent ludzi jest omamionych rozwojem, digitalizacją technologii, to jest dobre, Ale społeczeństwo śmierdzi tak, jak to zgniłe gówno, które to ludzie musieli jeść, by przeżyć, w trakcie wielkiej wojny. Wiecie co jest najlepsze? Nikt nie zwyciężył, nikt, ani kalifat, ani państwa, żadni ludzie, zwyciężyło zło i śmierć, zwyciężyła Illuminatia. A teraz zaśpiewajmy hymn. Wstańcie bracia i siostry, na baczność.
Kilkaset ludzi wstało, i zaczęło śpiewać taką o to pieśń.
Jeszcze Polska nie zginęła…
A teraz, bracia i siostry, hymn nas wszystkich na tym pierdolonym świecie.
W czasach mroku i ciemności, każdy o swe zdrowie drży, Fałszywe światło, Illuminatia, Powoduje gorzkie łzy. Nigdy my się nie poddamy, dla nas ludzi jest ta pieśń, Mamy nadzieję, nadzieję wielką, że nasze dzieci będą wolność mieć.
Wszyscy, których widziałem, śpiewali to z radością, aczkolwiek poważną, religijną wręcz, tak jak kiedyś było kilkadziesiąt lat temu we mszach czy uroczystościach religijnych, jak słyszałem od matki. Tylko jeden, jeden człowiek sprawdzał godzinę na zegarku. Nie, nie sprawdzał, On dotykał ekranu, I szeptał do mikrofonu jakieś słowa, Jedynie co udało mi się usłyszeć to rebelianci, hymn, chorzy psychicznie, przywódca. Nikt prócz mnie tego nie zauważył, Postanowiłem ostrzec ludzi. Na mój widok ludzie wyciągali pistolety z kabur, widły, kije, lub skradzione z magazynków granaty laserowe, A ty tu czego illuminato? Myślałem, że zawsze przychodzicie grupą ludzi?
A pieprzyć Illuminatię – rzekłem, Jeden z was, ten który sprawdza godzinę, jest szpiegiem iluminatów. Ja jestem generał, były generał, McArthur.
No, rzeczywiście, ktoś sprawdzał godzinę, ale myślałem że ma zwykły zegarek. Pierdolenie o Szopenie, za kilka minut będzie nad nami śmigłowiec, Macie jakąś piwnicę, lub coś? Spadochroniarze wchodzą do budynków przez dach, a jeśli mamy do czynienia z żandarmerią, To już po nas. .
Skąd wiesz o procedurach? Ty byłeś kiedyś jednym z nich? Ty jesteś słynnym generałem, symbolem rebelii, symbolem wolności naszej i naszych potomków. Tak, to ja, Generał William McArthur. A teraz, musimy spierdalać! I to szybko! Artysta, jak go nazywam poprowadził nas schodami do piwnicy, bunkra, czy co to tam było, Ostatni człowiek zasłonił wejście do schodów klapką, która była po środku pierwszego piętra, po prostu, po środku budynku. .
Tymczasem w śmigłowcu.
No, to się zdziwią jak wsadzimy ich do pierdla, rzekł jakiś spadochroniarz. A pewnie, rebelianci to chuje, to chuje niszczący naszą cywilizację, to niewdzięczne skurwysyny, pasożyty społeczne, nie pracują, oni okradają społeczeństwo, zabijają niewinnych ludzi, Oni nie doceniają wkładu naszych przodków w odbudowie świata. Yyyy, że co? Rzekł jakiś mięśniak. Jednym słowem, to pierdolone kurwy i skurwysyny. O, już jesteśmy na miejscu. Lądujemy na dachu tego pierdolonego budynku, O, i jest Anton.
Anton, bo tak było na imię młodzieńcowi noszącego zegarek rzekł, Uciekli do piwnicy, Tam, o tam, wskazał na środek podłogi.
Pieprzysz, Anton, Powiedz że chcesz tylko dostąpić łask wielkiej Illuminatii a nie pomóc potrzebującym ludziom. Wielka Illuminatia docenia tylko tych, którzy naprawdę pomagają społeczeństwu, a nie pieprzą głupoty dla własnej przyjemności. Co mamy z tobą zrobić?
Yyyy, ale oni naprawdę są tam. Starokapitolscy przestępcy schowali się, to jest pewne, ale Anton chyba nas chce zrobić w bambuko, i zawołał nas dla jajec…
Czekajcie – rzekł pilot. Pilot wyciągnął jakąś księgę i rzekł o to takie słowa: Speculum sit in anima. si homo haec mentiri et maiestatem ad tantam daemonium?
O rzesz kurna, pilot jest, jest chyba magikiem, rzekli urzędnicy. Po kilkunastu sekundach milczenia zagrzmiał głos. On nie kłamie, ale nie pomaga ludziom ze względu na cel sam w sobie, on miał kiedyś dziewczynę, która jest z ważną osobistością dla dwóch stron, dziewczyna oświadczyła mu się, po kilku miesiącach odmówiła mu ślubu i odmówiła mu tego, co ludzie w tych czasach lubią robić najbardziej. Anton nie pomaga, on szuka zemsty, życzy jej i wszystkim innym śmierci, hahahahahahah, czysz to nie jest piękne? Do widzenia, moja służbo, pamiętajcie o obietnicy, robaczki.
Co co to to, kurwa, było? To chyba nie mogło być.
A tak, powiedział pilot, To jest wielki daemonus, największa istota jaką widział świat, twórca nas wszystkich, nasz zbawiciel. Dzięki niemu możemy wszystko. A teraz zbombardujmy ten budyneczek, jak się patrzy, Coś przeczuwam że ten gienerał może być wśród nich, A ty anton, nie ruszaj się. Iluminaci przy pomocy drabiny wciągnęli Antona do helikoptera, Kiedy drabina wciągnęła go do helikoptera, zniknęła, a klapa się zatrzasnęła, Był w dużej kabinie pilotowej. No, witaj Anton. Może chcesz zakosztować trochę potężniejszych łask wielkiej illuminatii co? Za kłamstwa i oszustwa, a także zemsta celem jakiejśtam wrażliwej części nie jest wskazana, mój przyjacielu. Pilot wyciągnął laserową strzelbę, i zastrzelił Antona, Potem przy pomocy ulepszonego respiratora dzięki elektrycznym pulsom i magii z grimuara Anton odżył. Jego oczy były nieobecne, tak jakby nie miał tego żywego uśmiechu. Niech żyje wielka illuminatia, zakrzyknął. No, tak jest dobrze Anton. Zasługujesz na jeszcze dwie szansę, lub jedną. Przy okazji, dzięki tobie społeczeństwo będzie żyć spokojne przez kolejne wieki. Brawo Anton. Pojutrze w telebimach i telewizji publicznie damy mu nagrodę Uczciwego i dobroczynnego obywatela. .
Kilka minut później u rebeliantów. Słychać było gwizd laserowych bomb, i było widać błyski światła. Nie bójmy się, rzekł artysta, Nie bójmy się, bo nadal żyjemy, Wydostaniemy się z tej piwnicy, Będzie dobrze bracia i siostry, Jesteśmy wolnymi ludźmi. Jesteśmy sobą. Będzie dobrze.
Owszem, Drzwi do piwnicy były wgniecione pod wpływem schodów, które straciły oparcie, Teraz piwnica i budynek, lub ulica, zostały rozdzielone, Parter został spalony, doszczętnie przez laser. Po kilku sekundach było słychać terkot karabinów z myśliwca, Artysta dostał. Przez dach w piwnicy, Padnij, zdążył powiedzieć i Artysta został zabrany przez dusze do domu, tam, gdzie już nie ma żadnych trosk. Generał zasłaniał ciałem dwoje dzieci, które nie miały rodziców w tym budynku. Kule tylko mu drasnęły ramię. Terkot ustał, Mężczyźni postawiali dużą drabinę, kobiety z niepotrzebnych materiałów lub koszul robiły bandaże dla rannych, Medycy, którzy byli na tym spotkaniu dawali leki i maści…
W więzieniu.
Szliśmy szerokim korytarzem wypełnionym drzwiami i dziurkami w ścianach, za nami maszerowali, popychając nas strażnicy, trzymający laserowe pistolety, w drugiej ręce trzymali elektroniczną pałkę teleskopową. Czym się różni zwykła pałka od elektronicznej? Niestety, to się okaże pewnie za chwilę.
No, przestępcy, teraz stawać, zaraz będziemy iść dalej. Pamiętajcie, że trafiliście do więzienia ze słusznego powodu, nikt nie trafia tam przypadkowo, nikt nie trafia tam z powodu błahych rzeczy, prawda. Mamy tak rozwiniętą technologię moi panowie, że odróżnia się niewinnych ludzi od przestępców. A teraz, Przysiad, odzież w dół, rzekł strażnik
Yy, ale?
Nie ma pytań, tylko posłuszne wykonanie poleceń jasne to jest?. Przysiad, mundury do góry, spodnie w dół, zobaczymy czy nie macie jakichś niebezpiecznych, materiałów. Yyyy?
Ahahahaha, paczcie paczcie, wojskowi. Mundurek możecie wziąć, lasery zabieramy. W celach dostaniecie pidżamy, a teraz marsz, jak na wojskowych przystało!
Musieliśmy iść dalej. Po kilku minutach, otworzyliśmy drzwi.
Nowy? Rzekł jakiś recepcjonista?
Raczej dwaj, nowi, żołnierze. A raczej, byli żołnierze – rzekł jakiś strażnik.
No to na stół ich. Rzekł recepcjonista
Jednego po prawej stronie, drugiego po lewej stronie, nie zapomnijcie o magnetycznym lasso!
Tylko nie magnetyczne lassooo. Rzekł Wojciech
Magnetyczne lasso przypomina zwyczajne połączenie sznura z lassem. Może służyć do przywiązania nóg i rąk, czy czegokolwiek w dowolne miejsce, oprócz powietrza rzecz jasna. Lasso może odczepić tylko ktoś, kto trzyma za tak zwany mechanizm magnetyczny. Mechanizm magnetyczny po naciśnięciu przycisku uwalnia obiekt z objęć lassa. No to, zaczynamy przedstawienie, Rzekł strażnik
Plecami na stół, plecami na stół – powtarzał recepcjonista, jak się potem okazało, był to tak zwany wychowawca nowych.
Położyli nas plecami do stołu. Po minucie czuliśmy jak coś nas szybko wiąże, ale nawet tego za bardzo nie czuć, Wiadomo, lasso. A nikt nas nie wiązał, tylko wychowawca naciskał jakieś przyciski w mechanizmie, pewnie nakierowywał lasso, obliczał trajektorię, bądź rysował po jakimś panelu. Niestety, nie mogliśmy wstać, Ręce były przywiązane tak, że były wyprostowane, pomimo tego, że stół był dóży, to kiedy ręce nam się wyprostowały na bok, zdołaliśmy dotykać swoich palców środkowych, swoimi palcami środkowymi. Nonsens, no ale, cóż.
A teraz, czas na chrzest bojowy w więzieniuyuyuyu – rzekł wychowawca. Odpalić pałki.
Tytytytytytytyyylko nie… Rzekł Wojciech
Strażnicy włączyli je. Pojawiło się jakieś laserowe światło.
Nooo, działa, bić ich! Rozkazał wychowawca
Strażnicy naciskali rytmicznie przyciski, i nawet nie machali tymi narzędziami, my czuliśmy ciężkie uderzenia pałką teleskopową w, można powiedzieć, że brzuch, chociaż nie zupełnie. Po jednym, solidnym uderzeniu pałką, czy raczej laserem który imitował ją, próbowaliśmy zasłonić to, w co dostaliśmy, ale lassa nie ułatwiały nam tego zadania, wprost przeciwnie, byliśmy bardziej związani.
A teraz 2, Strażnik przełączył przełącznik i pojawiło się mocniejsze światło laserowe. Jeszcze silniejsze uderzenie. Ból promieniował z miejsca uderzenia na całe ciało
3. Jeszcze mocniejsze uderzenie
I raz, dwa, trzy. I taką serię powtórzyli z jakieś 6 razy.
I co? Żyjecie? – Rzekł wychowawca
Myyyiyiyiyiy – rzekliśmy, nie mieliśmy już siły na cokolwiek.
Oni są szeregowymi, czy oficerami? A raczej byli, zapytał wychowawca
Szeregowi – rzekł strażnik
Nooo, to na szczęście nie musimy się nimi, hmmm, bawić, Rzekłwychowawca, Bo to zrobią w celi! Oni nienawidzą wszystkich związanych z nami, i naszą szlachetną władzą, tak więdz, żołnierze będą mieli niezłe zajęcie i niezłą zabawę. Powiemy im, że zabijali ludzi w imieniu illuminatii. A my nie będziemy musieli używać nawet odrobiny pałeczki, siły, ani niczego innego, bo to zrobią więźniowie, oni ich pobiją gołą łapą.
Niezłe posunięcie – rzekł jakiś nowy strażnik.
Czasami ci idioci w celach są pożyteczni, zwłaszcza jak ten zdrajca był kiedyś w szeregach illuminackich wojsk, lub służb
Niezłe niezłe – a wiesz, co jest najlepsze w tym wszystkim?
Nie – rzekł nowy strażnik
To – Że kiedy im powiemy, tym idiotom, po kilku dniach, że on jednak okazał się być ważnym żołnierzem Illuminatii, to oni ich zabiją na swój ulubiony sposób. , on miałem na myśli teoretyczny przykład, a ich, no tych, kutasów
Straciłem przytomność.
W drodze do bazy wojskowej:
Po kilku minutach, kiedy poszedłem w stronę bazy, wsiadając do pociągu magnetycznego do centralnego Starego Kapitolu ujrzałem młodego mężczyznę, chodzącego tam i tu w tramwaju. Był ubrany, normalnie, jak większość ludzi w tej okolicy, jeansy i granatowy sweter. Miał krótkie blond włosy i zielone, okrągłe oczy.
A pan to generał jest!
Rzekł
Skąd ty o tym wiesz chłopcze? Czyżby zdradził to mundur?
Nie, nie mundur, a dusza, Pana dusza. Pana dusza ma dużo wymuszanego zła w sobie, ale pana dusza pragnie dobra. Ja wiem to, wiem co pan mógł przejść
– a skąd ty do cholery możesz wiedzieć chłopcze co mam, czego nie mam.
– Panie Williamie
– yyy? Zdziwiłem się. Nie przypominam sobie, abym podawał imię lub podpisał mundur, lub coś takiego. Ten chłopiec wydawał się pewny, wydawał się przekonujący, tak jakby był jakimś. Wyciągnąłem pistolet
– Nie, niech pan nie strzela do mnie, nie jestem, nie jestem jednym ze służących smoka, oni chcą zabić i mnie! Rzekł chłopiec. Zdziwiłem się, Urzędnik czy ktoś z góry od razu strzeliłby do mnie z paralizatora, lasera, lub z elektronicznej pałki teleskopowej gdybym nawet chciał wyciągnąć pistolet, a ten, spokojnie sobie stał, jakby wiedział, że nie zabiję niewinnych ludzi, Przynajmniej, od jakiegoś czasu.
Pan jest William. Pan będzie jednym z pierwszych, pierwszych cegieł do budynku, który zniszczy potęgę smoka, potęgę smoka. Ale smok parę cegieł, a nawet pół budynku rozwali, a cegły swoimi pazurami rozdrapie lub ogniem spali. Pan będzie pierwszą cegłą, pan chce się zemścić na potędze smoka, Bo smok, kiedyś miał chronić ludzi, teraz ich niszczy.
– O co do kurwy nędzy chodzi mu z tym smokiem?
– Pan kiedyś był jedną łuską smoka, Pan nawet mógł być jedną z świecących łusek tego smoka, Ale pan nie chciał, pan odczuł że to może być złe.
– Yyyy, co ja odrzuciłem. Aaa, wiem, w szkole nowego porządku chciano mnie nauczyć czarnej magii, obsługi grimuarów, bo byłem jednym z najlepszych uczniów, Miałem być kapitanem.
– A ja jestem tym, który pomaga tym ludziom, których smok chce spalić, zabić, lub rozdrapać pazurami, Ale bez budynku nie uda się nam ani innym ludziom oswobodzić się ze szpon smoka, który wygląda łagodnie, a jest bardzo, bardzo niebezpieczny. Wtem, rozległ się strzał z pistoletu maszynowego i do wagonu wtargnął policjant. A to jakiś wróżbita, pan nie jesteś z rodziny urzędniczej lub większości społeczeństwa pewnie, O co ci chodziło z tym cholernym smokiem, czyżby o rebelia. Chłopiec pstryknął palcem, a światło popchnęło policjanta na drzwi. Drugi pstryk palca, a chłopiec uniósł się w powietrze, Policjant próbował go zastrzelić z pistoletu maszynowego i z lasera, Ale już za późno, chłopiec leciał jak poduszkowiec, Chodź trochę wolniej niż najwolniejszy transport powietrzny. Co się do kurwy nędzy wyprawia? Zapytałem się. Chochocholerny, indydydydydygo! A ty, generałku nie ciesz się tak, twoja domi, zginie, ale zanim, będzie w hali przyjemności, słyszysz, w hali przyjemności!