Kategorie
z życia wzięte

noworoczne życzenia

Kategorie
twórczość muzyczna, tekstowa, i inna z życia wzięte

fifek. Przeklęty wybraniec. Okrojona autobiografia

To jest Autobiografia Tytusa Potockiego, zwanego też fifkiem. To jest fan fiction uniwersum chidonga
Uwaga od autora. Ta opowieść może zawierać autodestrukcyjne, lub destrukcyjne treści.
Intro od fifka: Jeśli jesteś pozytywnie myślącym iluminatiańskim jegomościem, nie czytać tego, bo to nie będzie zrozumiane przez ciebie czytelniku. Jeśli jakimś cudem czytasz tą biografię przed wielką wojną, to może być ostrzeżenie, dla wrażliwszej części, w której jestem i ja. A jeśli jesteś iluminatiańskim urzędnikiem, Weroniką, Jej synem, lub jakimś gówno wartym płytkim gościem, natychmiast spierdalać i nie dotykać papieru, komputera, lub w czym to się czyta.

Urodziłem się 29 stycznia 2035, już po wielkiej wojnie, w okolicach starego kapitolu. Moimi rodzicami byli Markus, marek i Elwira. Imię mojej matki jest dość rzadkie w Illuminatii, Państwie, w którym żyję, jak połowa tej pierdolonej ludzkości. W tym gównie, zwanym też światem kiedy byłem brzdącem już potrafiłem powtarzać wykłady moich rodziców i rodziny pod tytułem kurwa twoja mać. Albo jebane skurwysyny. 2038, to był rok, w którym po raz pierwszy widziałem innych ludzi niż rodzina, W publicznym przedszkolu im. Johna mcArthura, weterana wielkiej wojny. Uczyłem się liczyć, jakieś abecadło recytowałem, a także śpiewaliśmy dziecinne piosenki o rycerzach, o obrońcach świata, o czystości planety, a także była jedna pieśń, piosenka, która zapadła mi w pamięć:
Jesteśmy dziećmi illuminatii, jesteśmy dziećmi złotego wieku, ludźmi bez zmartwień, ludźmi bez trosk, bo są przygody, dziecięcy los. Bawiliśmy się zabawkowymi dronami i zestawami nowoczesnych klocków. A to budowaliśmy kalifat i bombardowaliśmy zabawkowymi dronami kalifat, co po niektórzy budowali nasze miasto, nasz dawny kraj, zwany polską, o ile mnie pamięć nie myli? A może tak? Po kalcjomorfinie prawie nic nie pamiętam. No może poza tym, że piszę biografię. Niestety, po kilku godzinach działania, efekt po kalcjomorfinie przestaje działać.
Naszą wychowawczynią była Pani angelika, 25 letnia wychowawczyni o dość przeciętnym wyglądzie, Tak, uczą nas postrzegać wygląd osób już od małego. Niby jest jakaśtam tolerancja, no ale zdeformowane dzieci, o ile nie były zabite przez łapiduchów, lub medykurew, jak to rodzice nazywali, to takie zdeformowane, lub nawet takie brzydkie dziecko, grubawe, lub z głosem jak kaczka, jego los był przesądzony. Jeśli to dziecko po kilku latach chciało mieć kogoś, nawet przyjaciół, to raczej kończył w psychiatryku, lub w trumnie. Jeden kolega, Miron, był dość dziwnym dla społeczeństwa i państwa dzieckiem. Nosił przy sobie krzyżyki i jakieś koraliki. Miał 2 imiona, Miron Michael. Miron, Oficjalne i Michael, imię z wielkiej księgi. Z Mironem bawiliśmy się w Indian a także w partyzantów II wojny światowej, coś jak w latach 90 dwudziestego wieku zabawa w Indian. Miron był średni, ale głos miał delikatny i przyjemny. Aż dziewczynki chciały się z nim bawić, Zwróćmy uwagę, że to jest czas przedszkolny. Pamiętam do dziś, słynny fragment wykładu.
Kiedy samochód ma brzydki wygląd, nie może parkować w parkingu, Parking powinien odpychać brzydki samochód.
Lub coś takiego: Brzydki miecz nie pasuję do pochwy w pasie, tak jak brzydki pistolet nie pasuje do kabury. Tak samo brzydka kabura nie może być schowkiem dla pięknie wyglądającego pistoletu. A pięknie wyglądający pistolet, w dodatku naładowany magazynkiem, jest ciężki dla kabury, ale za to, kiedy rozlegnie się strzał z pistoletu, Brzydkie kule, się niszczą, piękne uderzają w cel. Pięknie co? To jest o broni prawda? Niestety, kilka lat potem, podświadomość robi swoje. Mieliśmy lekcję religii, historii a także lekcję o najnowszych dziejach, w dziecięcej wersji.
Żołnierze walczyli o nasze dobro, powiadają nauczyciele. A przed wielką wojną była korupcja, były choroby psychiczne, co drugi człowiek chorował na depresję, lub nie miał celu w życiu. Co drugi był marzycielem. Teraz marzyciele i ludzie chorzy nie są stygmatyzowani, tolerujemy każdego człowieka, czy jest biały, brązowy. Nie mordujemy dzieci, mówią, po prostu parę zdeformowanych komórek idzie na większe dobro, robienie proszków lub kosmetyków, a nawet części do komputerów, tankodronów, lub jakichś innych zabawek militarnych i cywilnych.
Te lekcje były pierdolnięte jak dzisiejszy świat z resztą, Może poza moim walkmanem z lat 90, który mnie jeszcze trzyma przy życiu. Nawet jak byłem małym zasrańcem to już wiedziałem, że to, czego nas uczą, jakieś pistolety, bla bla, jakieś samochodziki i parkingi, czy jak przejąć inny samochód i parkingi, to jest pierdolnięte i jebane.
2039. Miron zniknął, Miron Michael chyba zniknął. Nie pojawił się już więcej w przedszkolu. Wychowawcy muwią, że chodzi do przedszkola prywatnego najprawdopodobniej. Ale po tym, rodzice Mirona przyszli smutni do przedszkola, i się kłócili z dyrektorem:
Jesteś kurwą, wiesz, Mister andrew? Ale jak państwo mogą tak mówić, jak, Przecież Miron…
Miron, kurwa twoja mać, nie żyje, jakiś samochód go potrącił, i to w okolicach tego zajebanego illuminatiańską gównopropagandą. Przedszkola. Podsłuchiwałem przez drzwi. Dyrektor próbował uspokoić matkę Mojego „brata”, Spokojnie, Przecież może być to ktoś podobny do Mirona. Dyrektor wpisał kod na klawiaturze komputerowej, z ekranu pojawiło się uspokajające syringe. . Dalej nie pamiętam

2048. Szkoła ponadpodstawowa imienia Generała Mirosława wileńskiego, proiluminackiego dowódcy wojskowego w Polsce w trakcie wielkiej wojny.
Mało pamiętam. Jedyne co pamiętam, to miałem dziewczynę, Zwaną Weroniką. Z tego co pamiętam, pocałunki były, i skończyło się na dotyku, Jeśli wiadomo o co chodzi. Moi rodzice już dawno nie żyją, Zabiły ich mniejsze konflikty w Nestburgu, w Gnieźnie. Nestburg także zawiera dawny Poznań. Po kilku miesiącach. Zauważyłem Jakiegoś iluminatiańskiego gościa z dolarami, obmacującego Veronikę, Nie protestowała, czyli to jednak prawda. Rzekłem sobie w duchu. Wszystko co należy do tego świata jest pierdolnięte, nawet bliskie relacje. Potem dowiedziałem się, iż Illuminatiański jegomość, Tomasz, był ojcem dwóch dzieci z Weroniką. Ja pierdole. Gdy to usłyszałem, postanowiłem zakupić kalcjomorfinę u pewnego gościa, zwanego też grubym pustelnikiem. I zacząłem ją zażywać. To było piękne uczucie, tak jakby nie było nic. Ale coraz częściej chciałem sobie odstrzelić łeb z pistoletu. Potem było coraz gorzej, Uczucie nieustannego smutku, świadomości, że jest się samemu, że nie ma nic, co by mnie ocaliło od tego gówna, w którym się znalazłem. Po prostu to było uczucie bezsilności, pustki, a jak nie tego, to ciągły smutek, aż poduszka była nasiąknięta łzami Fifka. Fifkiem nazwał mnie Ten jegomość, i tak się niestety przyjęło. Moją ulubioną porą dnia była, jest, pora snu, Sny pozwalają uciec od tego kurewskiego świata, od tej kurewskiej rzeczywistości. Bez kalcjomorfiny nie daję jóż razy, biorę 3, 4, 5, do 6 tabletek dziennie, Ale już nawet z nimi, czuję się tak, jakby iluminatiańskiemu gościowi obcięli Chuja i ręce.
Dość, powiedziałem sobie, Dość kurwa moja mać, do kurwy nędzy. Wziąłem nóż… Szczegółów nie będę tutaj opisywał. Ażeby nikt, kto to przeczyta, się nie zainspirował ode mnie. . Zostałem siłą wciągnięty do wojska, Jako jedyny z żołnierzy nie miałem przy sobie Broni, a panowie oficerowie musieli mi kroić chleb, bo nie miałem noża, z wiadomych względów. Nie mogłem też brać kalcjomorfiny, więc pozostał mi tylko, A nie, sznur też nie, wszystko mi zabrali.
Kiedy generał jakiś, zdradził tą gównianą rzeczywistość, z paroma rebeliantami, i z moim ukochanym walkmanem ukryliśmy się w lesie…

EltenLink