Kategorie
produkcje twórczość muzyczna, tekstowa, i inna

Antologia titoville 2. Tęsknota za ojczyzną. Część 2 z 3: Am-muran

Am-muran. Po tym, jak skończyłem opowieść o zombońskich wierzeniach, Arcturus z miną zezłoszczonego kota zapytał się?
A co nas obchodzi jakaś wiara w śmierć. Ty tam zombończyku, powinieneś spotkać się ze swoją panią już dziś, wiesz za co.
A niby za co? Cóż ci zawiniłem? Spytałem delikatnie, gdyż po prostu nie wiem co w niego wstąpiło.
– Odpowiedz mi, przyjacielu na pytanie. Dlaczego, kiedy wracasz, Lidia się cieszy jak pies? Dlaczego kiedy odchodzisz, Lidia się smuci? Ja ci powiem dlaczego. Ty mi ją odbiłeś! Na pewno! I Dla tego cię nienawidzę, zombończyku!
– Tyle tylko, że ja nie staram się o nikogo, rzekłem. Ja chciałem zostać nekromantą, dobrym nekromantą. Zdarza się tak, że w Zombone są źli, i dobrzy szamani, nekromanci, wyznawcy matki Śmierci. Ja jestem pokojowym zwolennikiem dobrego imienia śmierci jako wybawicielki, a nie śmierci jako zniszczenia, jak to niektóre zombońskie klany.
Lidia, to dziewczyna Arcturusa, a że mnie polubiła i się przyjaźnimy, co, mam nie przyjaźnić się z nią? Po prostu lubię z nią gadać o podróżach, o tym, co możemy odkryć. Arcturus pogroził mi pięścią, i odszedł.
– Przepraszam za Arcturusa – rzekł Remus – nie wiem co mu się stało, od kilku dni jak by diabeł go opętał.
Zawsze w tym towarzystwie czułem się samotnie. Czułem się tak jak śmierć, kiedy ludzie ją źle traktują, kiedy traktują jak zabawkę, mordując ludzi i zabijając. To jest dość niepojęte.
Am muran – Muran – Zawołał Gharkhar z klanu Oghghiri, Słyszałem, że klan Garagghar został zniszczony przez dobre klany amuri i girrhis.
Czyli będzie można powrócić do zombone? Tak? Poekscytowałem się tą wiadomością. Gharagghar wygonili niektórych dobrych wyznawców śmierci, to był najsilniejszy klan. Zlekcewarzyliśmy to kilka lat temu, a mówiły przepowiednie, że klan ten może zniszczyć harmonię naszych osad.
Tak więdz wyruszam Do zombone, Pożegnam się z kilkoma ludźmi, i idę, w swą ostatnią zewnętrzną podróż, do domu. Do zombone. Do osad naszych plemion.
Po kilku minutach postanowiłem się pożegnać z Remusem, a także z innymi kompanami, z którymi wędrowałem po tym świecie.
Do widzenia wam, Vigilandczycy. Do widzenia i moim przyjaciołom, i moim wrogom. Wyruszam do Zombone. Do mojego domu. Cześć Am-muragu, rzekł Remus.
Do widzenia, zomboński wędrowcze, Jak na zombończyka jesteś dość miłym i inteligentnym człowiekiem. Chciałbym żeby Vigiland miało tak lojalnych ludzi jak ty jesteś lojalny wobec swojego plemienia. To jest bardzo smutne, że wyjeżdżasz do domu. A, Do widzenia i tobie, Gharkharze, zomboński ambasadorze. Przywódca nowych Vigilandczyków objął mnie jak ojciec, którego nie miałem. To było naprawdę, przyjemne uczucie. W zombone z reguły ludzie starają się do siebie nie przywiązać nawet jako rodzina, bo i tak wszystko rozdzieli śmierć. A ojciec, Vigilandczyk, wstydził się mnie, mojego wyglądu, mojej lojalności wobec Zombone. Jeszcze jedna osoba została, żeby się pożegnać.
Poszedłem do namiotu Lidii, aby się z nią rozstać, na dobre. Nie chodzi o to, że byliśmy związkiem, bo nie byliśmy. Chciałbym być w końcu nekromantą lub szamanem, i pomóc ludziom zombone, Pomóc wszystkim ludziom.
Kiedy wszedłem do namiotu po wolutku, Słyszałem krzyczącego arcturusa. Wygląda na to, że się kłócili.
– Dlaczego mnie zostawiłaś dla tego głupiego zombońskiego świra!
– Ty naprawdę myślisz, że my ze sobą jesteśmy?
– Nie wiem, mało mnie to obchodzi, co on do ciebie czuje, ale obchodzi mnie to, dla czego ciąle o nim mówisz, i ciągle się smucisz, kiedy go nie ma.
– Po prostu jest bardzo miłym człowiekiem.
– Ten zomboński świr? Jest kurwą, rozumiesz, kurwą!
– Przecież ty go nie znasz, Arcturus!
– Aa teraz to oficjalnie taaak? Wcześniej było Arcti, A teraz, Tylko gdzie jest Muri, gdzie. Kurwa. Jak ze mną nie chcesz być, To z nikim nie będziesz, ty puszczalska kurwo.
Arcturus wyjął broń z kabury. Niezaładowaną. Postanowiłem się zkraść od tyłu, i dać prawego sierpowego. Ten jednak szybko się obrócił i wyciągnął bagnet.
– Nie wiesz, kurwi gnojku, z kim zadzierasz. Rezerwowy żołnierz Virgoville i vigilantu, Syn bogatego mieszczanina, Adalberta. A może kiedyś i będę władcą, I wtedy zombone zostanie zniszczone, przez to, że Lidia nie należy do mnie, Tylko ciągle mówi o tobie. Giń, Kutasie!
Kiedy to mówił, zacząłem szeptać modlitwę do bogini ocalenia, Savioris, a żebym wyszedł z tego cało. Kiedy jego muskularne ręce zaczęły szykować się do dźgnięcia mnie w serce, pochyliłem się w bok i dostałem w ramię. Potem ja, dałem z kopniaka w krocze tego człowieka. Upadł, lecz ten czas zdołał poświęcić na przeładowanie pistoletu. Wtedy lidia, postanowiła zasłonić mnie swoim własnym ciałem. To jednak bardziej rozwścieczyło Arcturusa, lecz on nie mógł nic z tym zrobić. Lidia ugryzła go w nos, A gość, który pragnął mojej śmierci zaczął krwawić z nosa. I to był jego błąd, Zebrałem jego krew do fiołki, napisałem na Ziemi runo ogłuszenia, Potem dałem swoją kroplę krwi i wtedy. Nieoczekiwanie, Na Arcturusa spadł, jego własny. Miecz, I przeciął mu oczy i uszy. Nie, nie do końca przeciął. Po prostu drasnął, A następnie kabłąk miecza uderzył go w głowę. Arcturus padł nieprzytomny, ale żył.
Lidio – Rzekłem. Będę musiał iść już do domu. Do zombone. Chciałbym zostać szamanem.
– Dla czego. Wiesz przecież że tutaj jest twój dom!
Nie, Lidio, Przyjaźniliśmy się dość długo, od kąd się zobaczyliśmy, ale muszę. Bogowie i sama śmierć mnie wzywają do tego plemienia, do mojego domu, do mojej rodziny.
Ale jak zostaniesz szamanem, nie będziesz mógł mieć żony, dziewczyny, własnej rodziny.
– Nie zamierzam zakładać rodziny, po prostu chciałbym.
No i nie powiedziałem, czego bym chciał, bo nagle Lidia przytuliła się do mnie, i delikatnie mnie pocałowała w prawy, potem lewy policzek. A następnie w usta. Poczułem wtedy przyjemne gorąco. Ale wiedziałem jednak, Że muszę iść do zombone. Albo i nie muszę. Zobaczę. Lidio, rzekłem, dla czego to zrobiłaś?
– Muri, Ja po prostu.
I z nowu była przerwa, nie dowiedziałem się, co po prostu, bo po prostu się przytuliła i rozpłakała się w moich ramionach. Teraz to ja jóż sam nie wiem, czy wybrać się sam do Zombone

Kategorie
coś warte pamięci/humor

ciekawostki z operacji jajt 01. Poemat o jajtarmii i argosach po jajtowsku

виликий яйт, потенжняя яйтармиа
розпизьди варагов як дупа
розпизьди аргосов як курва портфеле
зоробим кутасомм арргоским веселе
то мы розкурвилиьсмы дупцынгера, то мы яйт оцалим
А аргогорад то варог яйта, и те курве полис росвалим

Kategorie
produkcje twórczość muzyczna, tekstowa, i inna

antologia Titoville 2. Tęsknota za ojczyzną. Część 1 z 3: Remus

Mój dom. Moje miejsce, w którym żyłem, i w którym spędziłem swoje lata dzieciństwa. Runął. Moi krajanie, a ja z nimi, musimy się wybrać gdzieś, gdzie nas przyjmą lub stworzyć nowe osady bądź nowe polis. Miasto, które mnie uczyło, wychowywało mnie, miasto, w którym poznałem moich znajomych krajan, a także ludzi z innych polis, zginęło. Na dobre. Przez wojnę. Nie mamy już domu, Nie mamy swojego państwa, rządu, wojska, które było bardzo potężne. Nie mamy już nic, prócz cennych ubrań, jedzenia, słodkiego wina i wody do picia. Teraz, na naszym dorobku, nad naszymi domami, na naszej ziemi zbudowane zostało nowe polis. Polis naszych wrogów. Polis tych, którzy nas dręczyli od kilku lat. Rycerze nam nie pomogli, Woleli nas zostawić, psom na pożarcie. Ja, Augustus Romulus cogitumito, chociaż wolę jak mówią na mnie Remus. Nie wybaczę tego centralnej władzy, Nie wybaczę tego. Mieli nas chronić. Mieli strzec vigilantu jak wielki Dieus nas przed złem. Ale woleli ocalić swoje państwo, Virgoville. Virgoville było jak starszy, i bardziej doświadczony kumpel dla Vigilantu. Było naszą ochroną, było jak wielki Dieus. A teraz, Nie chcą nas przyjąć do siebie, jak byśmy byli czegoś winni. Znajdujemy się na polach Midori, tam jest nasza mini osada. Nazwaliśmy ją nowy vigilant, chociaż naszego, dumnego bogatego miasta nie przypomina. Żyjemy z wody z rzeki, jedzeniem z lasu, i z małych faktorii i fabryk, jakie usiłujemy budować. Wiecie, trudno jest coś odzyskać z byłego Vigilantu, zwłaszcza jeśli chodzi o luksusy. Ręcznie produkujemy cegły, a jeszcze świątyni nie skończyliśmy. Z nami wybrało się paru inżynierów z Virgoville.
Słuchaj – rzekłem do kolegi, Arcturusa.
Co tam Remus? – rzekł
Widzisz, Arcti, kiedyś mieliśmy wszystko. Wojsko, jedzenie, automatykę, wino, naszych gospodarzy domowych, sprzątaczy i sprzątaczki, mieliśmy wszystko.
Remus, pamiętaj tylko, że my cziwitończykom dawaliśmy trochę mniej pieniędzy niż przeciętnemu pracownikowi
– Cziwitończycy? Oni nie powinni istnieć, wygonili nas z naszego wielkiego Vigilantu.
A virgovilska władza lepsza?
– pewnie że nie, nazywali to miasto miasto demonów, ale to dopiero pod koniec, jak wybuchł bunt cziwitończyków i cziwitonek
Tylko dla czego i przeciw komu wystąpili? Przecież mieli dobrze w tym mieście, dawaliśmy im wszystko, nasze miasto bardzo dobrze prosperowało, moglibyśmy założyć wielkie państwo, na 3, albo i 4 takie polis
– Wiem Remus. Teraz musimy się zająć nowym Vigilantem. Inaczej będziemy siedzieć na ziemi, jak nieludzie i teściowe, które w tych okolicach żyją.
Staroszmatach? –
Nie, oczywiście że nie, staroszmaty są koło Vigilantu.
– Byłego, remus, byłego Vigilantu
– Dla mnie to miejsce, zawsze będzie vigilantem. To moja ojczyzna, to mój dom
– Wiem. Ale nie, to są znacznie groźniejsze teściowe. To są syczki jękliwe. Mają jad i mogą nim opluć, a wtedy ból przez kilka dni murowany. A nawet i śmierć jeśli ktoś jest uczulony na jad.
– Oh, zombończykom mordercom na pewno podoba się wizja zabicia czegokolwiek przez cokolwiek, w końcu czczą śmierć.
No, na pewno, jeszcze czego, żeby okalać imię śmierci, W zombone by was za to zabili – Rzekł blady niski człowiek, Am-muran. Pochodzi z zombone, lecz nie był do nich podobny, był półvigilantczykiem
Cicho tam, Am-Muran – zombończyki nie mają głosu. No, ty najwyżej masz półgłos stary – zażartował Arcturus
No może i jestem w połowie zombończykiem, ale jestem kupcem, mój drogi, kupcem. To taki gościu co idzie w tą, i w drugą stronę. Od północnej do południowej granicy, sprzedaje jakieś śmiecie i idzie do bazy. Na przykład, mogę drożej sprzedawać vigilanckie maszyny czy vigilanckie piwo. Wiesz ilu jest chętnych na tego typu rzeczy. Oh, nawet w Byłym vigilancie znajdą się tacy, co to kupią. Argosi, virgovilczycy, vigilantczycy którzy nie chcą wyjechać z ich dawnych ruin, z ich dawnego domu. I, z mojego domu. To, że są mordercy w zombone, to też jest swego rodzaju stereotyp. My nie mordujemy, Prawda, czcimy śmierć. Ale dla nas, jest ona szlachetną istotą, która przychodzi po tych, którzy zasługują, negatywnie, i pozytywnie. Dla dobrych ludzi śmierć przybiera postać kochającej matki, zabierającej dziecko z trudnego przedszkola do domu. Do krainy szczęścia, a dla złych. Oni to mają gorzej. Śmierć odcina ich głowy kosą, a oni w bulach z nią idą na wieczną agonię. Na wieczne umieranie. Kto na przykład mordował, ten widzi to, z perspektywy zamordowanego, nie, nie tylko obserwuje, ale on uczestniczy, jego zła część morduje to, co z niego dobrego pozostało. Potem są coraz mocniejsze wyrzuty sumienia, aż w końcu śmierć pożera ich, a z ich duszy rodzą się nowi ludzie, żeby odpokutować za zło ich poprzedniego właściciela.

Kategorie
produkcje twórczość muzyczna, tekstowa, i inna

antologia titoville 1. Pustka z pustki, część 2 z 2

Nuo ba – potaknął burmistrz.
Burmistrz przeprowadził mnie przez trzy smutno wyglądające alejki z flagą Wielkiego Jajtu, niebiesko-czerwoną. Parę jajtczyków i jajtek spacerowało po ulicy, patrząc na mnie jak na gościa, którego nigdy nie widzieli.
A to kto? Spytali? Argos?
– Pół argos – odrzekłem.
Mam nadzieję, że nie jesteś z wywiadu co, towarzyszu? Nie wyglądasz mi na warogo nastawionego do nas Argosa.
– Nie, Przyszedłem tylko odpocząć i ruszyć dalej. Do ojczyzny mojego ojca
– Niech będzie, ale synom generała żelazina się nie pokazuj, nienawidzą argosów, my też was, argoskich ludzi nie chcemy na stałę. Najlepiej by było, gdyby wasze garnizony opuściły pogranicze jajtu. Wiem, Geiszyńczycy atakują ich miasto i założyli obóz na wschód, ale to nie nasz problem.
Nagle przybiegł jasnowłosy, ubrany w bawełnianą bluzę podobny do mnie człowiek. To był mój brat.
Lutian, kurde – nie widziałem cię od kilku miesięcy!
Yyyy – jak ty tu, Przecież ty chyba jesteś z Cziliz.
Lepiej, bracie, żeby Cziliz nie wiedziała że jestem w jajcie, tylko na wycieczce do Artville po jakąś gitarę do domu.
– Ale to nic złego, że jesteś w jajcie, Markus
– Może to, nie koniecznie. Ale to, że wstępuję do argoskiego oddziału w jajtarmii jajtu argoskiego, żeby odeprzeć geiszan pod wodzą dupcyngiera to dla niej byłoby coś nie do pomyślenia. Cziwitończycy nienawidzą Armii jak Władza virgoville Figurinę finagucci. Gorzej, jak mścichuj argosów razem wziętych. Powiedz mi, fiskinku, Jak wędrówka po świecie na banicji, co?
Tak. Bardzo lubiłem jak ktoś na mnie wołał Fiskin. Tak wołał mnie ojciec, za czasów, kiedy chodziłem do virgovilskiej szkoły, byłem w Liceum. Była mobilizacja do armii. Mojego ojca wzięli do oddziału cudzoziemskiego. A mój brat, poznał Cziliz, turystkę z Cziwitonu i, wiadomo.
Nawet, stary, nie przypominaj mi o tym, o ucieczce z miasta, o teściowych w tym lesie, o srajdzkich terrorystach wędrujących w stronę Geishy.
Nagle rozległ się dźwięk trąby i komunikat w języku jajtowskim.
Uwaga uwaga, Geisha została przemiana na dupcyngropolis. Argopolis traci swoje tereny. Każdy obywatel powinien na tychmiast wybrać się do bunkru. Trwa zamykanie i zabezpieczenie miasta.
Helikoptery, tankodrony i śmigłowce poleciały jak chmara os na obronę swojego gniazda. My z Markusem szybko pobiegliśmy do zachodniej bramy jajtu. To trwało z jakieś 10 minut. Mało brakowało, a zamknęliby Jajt. Potem skręciliśmy w tzw. Polanę poległych. Tam znajdowały się prymitywne koszary argoskich wojsk. Na nasz widok odbezpieczyli broń, i celując w naszą stronę wrzasnęli. Stój, Kto idzie, Argos, Żołnierz dupcyngiera? Pokażcie się.
Nagle rozświetliły się reflektory i wykrywacze metali. Nie piszczało, to znaczy że nie było broni. Bo rzeczywiście, nie mieliśmy broni. Gdybyśmy mieli broń, natychmiast by nas postrzelili, gdyż wybiegliśmy z Jajtu. Z miasta, za którym argosi nie przepadają, ale ze względu na wspólnego wroga, muszą współpracować. Jajtarmia jednak wspiera geishan w podbiciu argosów, dla tego też jajt nie został połączony.
Fiskin, Wizimir! Do nas, szybko! Rozległ się głos starszego jóż generała, wyglądem przypominającego grubego prosiaka. Ale jak na grubego i starego, biegał bardzo szybko, Miał obraz twarzy dość mądrego człowieka, pewnie na nie jednej bitwie lub wojnie dowodził.
Witajcie w domu. Rzekł ów jegomość.
Czołem argopolis, czołem argoskiej naszej ojczyźnie – zakrzyknęliśmy, ale w tej samej chwili zadzwonił Telefon markusa.
O kurde – rzekł Markus, teraz jóż Wizimir. O kurde, co ja teraz powiem, o, wiem. Albo nie, paradoks. Co teraz
Dobrze, odbierz telefon synku, rzekł generał. Kontakt telefonicznyz ojcem czy rodziną potrafi zwiększyć morale żołnierza, Lecz zawsze przed walką zabieramy telefony, ażeby morale nie były zmniejszone.
Tak, halo, rzekł jąkliwym głosem brat do słuchawki.
Gdziee tii w ogóle jesteś, rzekł bardzo delikatny głos, przez słuchawkę do telefonu, to była Cziliz, gdyż mój brat miał teraz minę wystraszonego psa, który coś nabroił.
Cziliz ja, jestem właśnie w sklepie w artville.
W sklepie w artville powiadasz, Wizi? W sklepie w artville , rzekł trochę rozwścieczony, ale nadal bardzo delikatny głos Cziliz
No tak, Czili.
Nie mów do mnie Czili, wiem co się wyrabia, Słychać helikoptery i strzały z daleka, Myślisz Kochanie że Oszukasz swoją Czili?
Yyyy, to nie tak. To tylko film w sklepie taki puszczony.
– Akurat. Film. W twoim pokoju znalazłam pewne pliki i wyniki twoich strategicznych położeń, ruchów wojsk argoskich i tak dalej. Ty wybrałeś się do Armii. Do Armii Argopolis. Wróć do domu, U mnie, U swojej Czili masz prawdziwy dom.
– No tak. Ale Argopolis to też jest mój dom, to dom moich przodków, odeprzemy tych cholernych geishan.
Albo wrócisz do domu, rzekła Cziliz delikatnym, ale bardzo rozwścieczonym głosem, Albo pójdę umówić się z Vigo.
Markus rozłączył się. I napisał coś w wiadomości.
Widzisz, Fiskin, nigdy nie żeń się z cziwitonką. A to że się umówi z Vigo, cóż, Cziwitonki mają swoje metody szantażu. Potrafią udawać że z kimś są, żeby wzbudzić zazdrość, a jak już powróciłeś do niej do domu, potrafiło być bardzo gorąco. W pozytywnym sensie. I nigdy nie umawiała się potem z nikim, odkąd się ożeniliśmy 2 lata temu.
Ehh, Ja tam będę kiedyś z Argoską, rzekłem
Panowie- Do broni, do broni, rzekł argoski generał. Jakieś wojska się kręcą, szykować broń.
Nieźle, chyba zapowiada się napierdalanina, pomyślałem. Z tąd te strzały z daleka. Parę żołnierzy jeszcze w Argopolis zostało, żeby bronić miasta.

Kategorie
produkcje twórczość muzyczna, tekstowa, i inna

Antologia Titoville 1. Pustka z pustki. Cz 1 z 2

To może być potraktowane trochę jako sequel, wróć, prequel do Walki z lordem dupcyngierem. Coś za dużo wódy z jajtu się napiłem i błędu nie zauważyłem w tym co piszę do was, Piździwąsy!
Jeśli nie lubiłeś tego uniwersum, piździwąsie, najlepiej, kurwa, tego nie czytaj. Gospodin z wielkiego jajta patrzy.

Nazywam się lutian. Lutian sigismunt gaelius. Podrużuję po tym świecie jak jakiś głupi włóczykij. Modląc się do Deusa, Świętego boga naszego Polis zadaję sobie pytanie. Co by było, gdyby nasza władza nie była aż tak fanatyczna. Co by było, gdyby nie interweniująca argoska armia, a raczej to, co z niej zostało. Ponoć oficjalną armią żądzi ów zły człowiek, diabeł nad diabły, Nazywają go dupcyngierem, Dla nas, był on po prostu złym duchem, diabłem, demonem. Nie był jak normalny, mieszkający w naszej okolicy człowiek. Początkowo, próbował i nas podbić. Ale, co do resztek Argoskiej armii, interweniowała, ponieważ nasza władza pozwoliła sobie i na tyranię, jakiej miało nie być, i na okupację sąsiedniego polis, bardzo przeciwnego poglądami i stylem życia dla nas.
Wędróję na północ, aby zaznać szczęścia w jakimś polis, w którym przyjmą mie jak Wielki deus przekazał, z gościnnością i uprzejmością. Od kilku dni jestem włóczykijem. Zdarzało mi się spotkać ludzi z Argopolis, jajtu, czy Geiszy, zwanej też dupcyngropolis przez geiszyńczyków. Mój brat, z racji na to, że odprawiał jakieś romantyczne mambo dżambo, przeprowadził się do Cziwitonu, Sąsiedniego miasta. Tam poznał atrakcyjną dziewczynę, Czilis.
A ja pochodzę z Virgoville. Świętego miasta moich przodków, które władza rycerzy Dieusa rozwaliła w pień, przez swoją tyranię. Przez mojego brata, jestem skazany na banicję. Dla czego nie na śmierć lub więzienie? Ano dla tego, że mój ojciec Pochodził z Argopolis, był ambasadorem tego miasta w Virgoville.
To było dość duże miasto, Tam, gdzie był rynek, znalazł się kościel, lub kaplica, tak nazywamy świątynię na cześć wielkiego Deusa, Teraz rynek stał się ruiną przez bomby, które zrzuciła argoska armia na prośbę naszych wrogów. Tak mówiła przynajmniej nasza władza, Za którą, za bardzo, nie przepadałem.
Nie udało mi się też przez to poznać Czilis, dziewczyny mojego brata, Bo jak to w virgoville mówiono: Tylko mąż i żona są godni miłości małżeńskiej, sodomia i gomoria, Lutian, jak tak dalej będzie, będzie bardzo źle, mówili, Musimy wyplenić to w cholerę, Te nowe pokolenie i to miasto, działają nam na nerwy, Mówili. Teraz to siedzą w celach w Geishy. A co bardziej śmieszne, Diabeł, dupcyngier, ten człowiek, opiekiuje się tymi ludźmi w celach. Mam taką nadzieję przynajmniej. Teraz właśnie omijam bramę dość smutnie wyglądającego miasta, Jajtu. Zwany też Jajtem Argoskim. Jajt został 100 lat temu podzielony na Wielki jajt, rządzony przez jajtarmię i jajt argoski, rządzony przez Argosów. Ludzie z jajtu Przywitali mnie uprzejmie.
Zdrastwuj tie, człowieku. Gost w dom, hospodyn w dom.
Dzień dobry. Odparłem.
Miło przyjąć gostia, niestety, czim hata bogata, prijatielu. Od kąd argosi oddzielili nas od naszej maci i nas okupowali, nigdy nasi ludi, tego nie wybaczyli. Ale lider, syn Generała Żelazina, zwany mścichujem obiecał nam, że damy Argłosom popalić. Że oni będą wiedzieli co to jest upokorienie. A ti pewnie pochodzisz z…
Ja pochodzę, chciałem powiedzieć
Ty, z zapadu tak? Y, zachodu. Ty jesteś z jakiegoś miasta, dierżawy, na zachod, od Geiszy, Znaczi się tego, Dupcyngropolis. Ja burmistrz jajta, Aleksiej Kurwagin
To i ja się przedstawiam, Jestem lutian sigismunt gaelius.
Lutian, zygysmund, Geniusz? Zpytał się mistrz
Nie, Lutian sigis
A niech bendzie Lucjan, my tam nie umiemy tego waszego nazwiska wymawiać, prijatielu.
A niech będzie. Lucjan.
Po tymi słowy Burmistrz otworzył bramę, obok której stali karabinierzy z pistoletami maszynowymi po obu bokach i policjanci z kijami. Mi osobiście kij kojarzy się z jednym. Tyranią naszego miasta.
Odprowadzając mnie, burmistrz się pytał, jak jest na zachód od Geiszy.
A ja mu mówię tak:
Ja jestem z virgoville, pięknego i świętego dla nas miasta na zachód od Geiszy, Trzeba przejść przez las staroszzmatów, Takich rodzajów tzw. Teściowych pospolitych, Nie ludzi, teściowych, tylko takich humanoidów przypominających żmije. Z regóły straszymy nimi dzieci, żeby poszły spać, bo je teściowe porwą i zjedzą. Wbrew pozorom najgorszy jest ich skrzekliwy dźwięk, a czasem potrafią i śliną opluć. Znają tylko jeden komunikat w naszym języku: „Ło matko bosko, łojeju, łolaboga” Albo: „aaaaa”. Ale, wracając do Virgoville, Sąsiadujemy z miastem, w którym zatrzymał się mój brat. Rządzonego przez naszych rycerzy do kilku tygodni temu. Nazywanych w naszych sloganach Daemonium, albo, potocznie, Vigiland. Teraz nazywa się Cziwitonem. Nigdy tam w sumie nie byłem, tam był mój brat, Który jednak nie chce z tego miasta się wydostać, bo i po co. On był zawsze stabilkiem, nie był buntowniczy, puki to miasto mu w głowie nie zawróciło i styl życia tego miasta. Z tego co słyszałem, Burmistrzynią tego miasta jest Figurina Finagucci. A burmistrzem Armani Finagucci.
Na gospodina, A coś jeszcze na zachód, południe i na północ jest. Legendy gloszą, Że na północ od nas jest osada, Medina alsrrajda, zwana srajdą, Mówi burmistrz. Oni są terrorystami. Oni mówią w ichnim języku, z tego co znam, to tylko jedno słyszałem kiedyś. Srajdalah akubar. A na północ od, pfu, Argosów, Na zachód od srajdy, po drugiej stronie rzeki Aranu, jest Japa. Anarchiści piepszeni. Czasami ponoć samoloty uderzyły w budynki i argosów, i nasze. Ten Krzyk, Hentai, był dość straszny, Mówię ci, pryjatielu. Nigdy nie chciałbyś usłyszeć tego krzyku. Ci anarchiści. Nigdy się nie nauczą że nie są w swoim domu. Musieliśmy powystrzelać wszystkie drony, jakie ludie zostawili zdala od jajta. Rakietami czy pistoletami laserowymi. A czy, Lucjanie, jeszcze jakieś miasta znasz na zachód od Dupcyngropolis, Gejszy czy jak mu tam?
Pewnie, Podróżnicy jeszcze mówili o brandonville, Zombone, Korpolis, artville, reszty polis nie pamiętam. Ale hen hen, jest granica, której nie można przekroczyć, Po prostu się nie da. A i legendy naukowców o bardzo zaawansowanej planecie, hen hen, w kosmosie jest. No ale to tylko bajki. Rzekłem. Jesteśmy Przy mej hacie. Rozgosść się prijatielu, I Opowiedz, jak ty, w tych łachmanach zawędrowałeś tak daleko, I pociemu uciekłeś ze swojego świętego Lucjanwi, Nie, Virgoville, Virgo, Ville. Niech będzie, wyrgowil

Kategorie
ciekawostki elektronika

5g szkodzi ludziom

Uwaga. Komentarze w stylu (chu*owo nagrane) nie będą czytane. A to ze względu na to, że to miała być amatorka. Z dedykacją dla sentera to było
wykorzystano oneplus 8 jako rejestrator dźwięku, router zte mc 801, Nagranie zrobiono na wi-fi w trybie 2ghz. Przy pięciu ghz potrafi dojść nawet do 16 mb na sekundę, bądź w speedtestach (ookla)150 mbit na sekundę. To było nagrane w ośrodku w laskach, w internacie, dość blisko warszawy. A, ten klickbait. Niech taki będzie, przynajmniej czas się pośmiać z paru ludzi wierzących w te teorie.
Jeśli ktoś ma szybszy internet, światłowód, supernet czy jakiśtam inny fastnet, hehe. Może to potraktować jako ciekawostkę, jak mobilny internet ewoluuje,

Kategorie
coś warte pamięci/humor produkcje

operacja jajt 3A. Mścichujowa prawda

Kategorie
coś warte pamięci/humor produkcje

operacja jajt 2b. Nowa era cz 2

Kategorie
coś warte pamięci/humor produkcje

operacja jajt 2A. Nowa era cz 1

Kategorie
coś warte pamięci/humor produkcje

operacja jajt 1. Chwila prawdy