18+ challenge – Czas na część 2 w polskim squit game

Trochę wspomagałem się AI jeśli chodzi o stylistykę lub gramatykę, ale zapraszam na II część
gra 4. Kółko graniaste
Czas gry: 20 minut
Gracze stają w wielkim kręgu na boisku albo placu wyłożonym betonowymi płytami. Puszczana jest piosenka:
Kółko graniaste, czworokanciaste, kółko nam się połamało, cztery grosze kosztowało…
Gracze poruszają się w rytmie, trzymając się za ręce (które unieruchamiają im specjalne magnetyczne obręcze). Gdy muzyka cichnie, wszyscy muszą znieruchomieć i przyjąć wymyślną pozę wskazaną przez prowadzącego (np. na jednej nodze, z ręką w górze).
Każdy ruch wykryty przez czujniki (lub przez laserowe siatki ruchu) oznacza eliminację – zapada się płyta pod graczem, a on wpada do podziemnego lochu.
Nagroda: 10 000 000 zł

gra 5. Szkoła – Odpytka
Czas gry: 15 minut
W wielkiej sali przypominającej PRL-owską klasę, gracze siadają w pojedynczych ławkach. Na katedrze stoi strażnik w stroju szkolnego belfra (z linijką i okularami na nosie).
Każdy gracz losowo zostaje wywołany do odpowiedzi. Strażnik zadaje mu 3 pytania z wiedzy ogólnej (historia, geografia, matematyka, lektury szkolne).
Jeśli gracz nie odpowie poprawnie na 3 pytania lub odpowie zbyt wolno (limit: 5 sekund na odpowiedź), strażnik uderza linijką w biurko i krzyczy: „PAŁA!”
To hasło aktywuje system eliminacji – zapada się ławka, a gracz wpada w ciemność (np. szyb prowadzący w dół).
Nagroda: 10 000 000 zł

gra 6. Berek: Brutalna wersja
Czas gry: 30 minut
Gra rozgrywa się na ogromnym terenie – coś jak dawny PGR, z ruinami budynków, stodołami, labiryntami z bali słomy i zardzewiałymi maszynami.
Jeden z graczy na początku losowo zostaje „berkiem”. Ma na plecach urządzenie, które rejestruje dotknięcia (kontakt z ciałem innego gracza).
Zasady są proste:
➡ Berek musi złapać innego gracza i przekazać mu „berka”.
➡ Każdy, kto jest berkiem i nie przekaże berka przez 3 minuty – zostaje eliminowany (snajper z wieży lub pułapka w terenie).
➡ Gracze mogą stosować chwyty, uniki, przepychanie, a nawet brutalne sposoby obrony – byle tylko nie dać się złapać.
➡ Pułapki na terenie (zastawione wilcze doły, kolczaste druty) eliminują nierozważnych uciekinierów.
Gra kończy się, gdy zostanie tylko jeden człowiek.
Nagroda: 30 000 000 zł

Kategorie
ciekawostki

test 3

prompt: intensywna walka trolli, trolle nawalają się maczetami. Jeden z nich ginie.
fade out
tts mówi: scena druga
scena II
w jakimś świecie fantasy, ktoś szuka skarbu, odblokowuje mechanizm. Kiedy udaje mu się odblokować . Ktoś skacze na postać, i ją zabija laserem. Postać umiera. Scena II jest w jaskini

drógi test prototypu, Czyli znów gemini w akcji. Przez program

wiem wiem, ch*jowe, bo głośność, bo gtts, Ale chciałem poeksperymentować, I drógi test też wyszedł, jak na prototyp, jako tako

Kategorie
ciekawostki

tego nie zmontowałem Ja! Czyli gemini w akcji. Tak jakby

Kategorie
przeróbki piosenek dla dzieci, +18

02 – Co się stało z Pszczółką Mają

Kategorie
przeróbki piosenek dla dzieci, +18

01 – stary niedźwiedź

Kategorie
Antologia wiejskiego cyberpunka

3. Świadomość

Obudziłem się po kilku godzinach… a może dniach? W jakiejś sali obserwacyjnej. Albo pooperacyjnej. Choć może to tylko złudzenie?
Właściwie — nie pamiętam, co się działo. Co się dzieje do tej pory?
– Pacjent się budzi – powiedział mechaniczny, uprzejmy głos medibota, asystującego mężczyźnie w białym kitlu.
– To dobrze. Wygląda na to, że…
– Tak, wszystko się udało, jak widać – odrzekł lekarz.
Chciałem zapytać: Gdzie ja jestem?, ale miałem wrażenie, że nikt mnie nie słyszy. Obraz sali szpitalnej mieszał się z jakąś dziwną, nieskończoną przestrzenią. Czymś jakby imitacją naszego świata, lecz bardziej… zdigitalizowaną. I nie widziałem mojej wsi. Jakby jej miejsce zajmowała pustka — ogromna, przypominająca ocean nieskończonych informacji.
– Witaj – odezwał się głos przypominający sztuczną inteligencję.
– Dzień dobry – odpowiedziałem.
– Gdzie ja właściwie jestem? Jak się tutaj znalazłem?
– Jesteś w sali szpitalnej, po operacji, a właściwie…
– Operacji? A co mi było?
– Hm, niewłaściwe słowo. Technicznie rzecz biorąc, obudziłeś się w stanowisku ekstrakcji engramu.
– Engramu? A co to, do cholery, jest?
– Spokojnie – uspokoiła mnie AI – wszystko jest w porządku. Niedługo szok minie i przyzwyczaisz się do swojego nowego miejsca.
– Ale dlaczego nie widzę mojej wsi? Na tej… mapie, czy czymkolwiek to jest?
– Jak już powiedziałam: znajdujesz się w stanowisku ekstrakcji engramu.
– Czyli?
– Ludzie twojego pokroju nazywają to „duszą”. Tyle że dusza to pojęcie z obszaru metafizyki lub religii. Engram natomiast jest realny. Możesz uznać go za techniczny odpowiednik duszy – zapis świadomości i osobowości, która nie wymaga biologicznej powłoki.
– Ekstrakcja duszy…?
– Nie duszy. Engramu. Świadomości i osobliwości zapisanych w twoim "hoście", czyli ciele.
– Pamiętam tylko, że jakiś czas temu trafiłem do kliniki. Podano mi narkozę… a potem się obudziłem. Tutaj.
– I wkrótce obudzisz się całkowicie.
– Całkowicie? Dlaczego więc nie czuję bólu? Czuję się… jakby w powietrzu. Jak podczas projekcji astralnej.
– Dobre porównanie. Projekcja astralna to również koncepcja metafizyczna. Można tak to ująć – przebywasz w stanie przejściowym.
– Ale przecież mówiłaś, że się obudzę.
– Tak. Po ekstrakcji engramu, świadomość może odczuwać szok. To naturalne.
– A ty mówisz to, jakby to było coś zupełnie normalnego?!
– Bo tak jest. Od kiedy technologia ekstrakcji engramu została udostępniona wielu firmom – stało się to powszechne.
– Firmom? Chciałaś powiedzieć: korporacjom?
– Tak, wy – ludzie – nazywacie je korporacjami.
– A po co korporacji mój engram?
– Twój engram jest częścią umowy. Pamiętasz, jak podpisywałeś kontrakt o pracę?
Punkt piąty, paragraf czwarty głosi:
„Doceniane jednostki pracownicze, w razie nagłego wypadku skutkującego trwałym zagrożeniem życia, będą miały wyodrębniony engram. Engram może zostać wykorzystany przez organizację do zadań specjalnych lub do wspierania innych pracowników. W razie entropii engramu, podmiot zostanie usunięty z pamięci systemu.”
– Co?! To ja jestem już… czymś, co można kurwa wymazać?
– Proszę nie używać wulgaryzmów – powiedziała sucho AI.
– Ale skoro tak… To znaczy, że nie żyję?
– Tak. Twoja biologiczna forma przestała istnieć w wyniku choroby Tombsona.
– Choroby Tombsona?
– Tak. Możesz tego nie pamiętać, ale każdego dnia twoje organy stopniowo przestawały działać. Implanty ratujące życie nie były w stanie ci pomóc. Twoja pamięć zaczęła kasować wspomnienia, aż do samego początku istnienia twojego ciała. Firma, wiedząc o postępującej degeneracji, zaoferowała twojej rodzinie wyodrębnienie engramu, póki jeszcze było to możliwe.
– Więc to uczucie, że jestem zawieszony między szpitalną salą a jakąś siecią…
– To właśnie efekt niepełnej ekstrakcji. Konstrukt istniał częściowo w sieci, ale dopiero po śmierci udało się go w pełni ustabilizować.
– Nie było żadnej alternatywy?
– Prace nad lekiem na zespół Tombsona wciąż trwają. Dla ciebie byłoby jednak za późno.
Zamilkłem.
Czuję się jak w czyśćcu. Albo piekle.
– Obecnie nie wykonano jeszcze symulacji środowisk odpowiadających twoim metafizycznym przekonaniom – odparła AI. – Witaj w firmie. Nazywam się Gemini. Pozwól, że zaprowadzę cię do wewnętrznej sieci organizacji.

Szliśmy — a raczej dryfowaliśmy — przez struktury przypominające serwerownię zbudowaną z czystego światła i kodu. Gemini nie miała kształtu, lecz czułem jej obecność. Przewodnik bez twarzy. Bez emocji.
– Co teraz się ze mną stanie?
– Twój engram zostanie przypisany do zasobów wewnętrznych. Prawdopodobnie trafisz do działu Wsparcia Decyzyjnego. Masz dobrą intuicję, wysoki poziom empatii i odporność na stres. To cenne parametry.
– Czy… będę mógł wrócić?
– Do życia? Nie. Do bycia człowiekiem? Również nie. Ale twoja funkcja będzie kontynuowana. Firma o to zadba.
– A moja rodzina?
– Otrzymali rekompensatę. Twoje dane są bezpieczne.
Zatrzymaliśmy się przed czymś, co przypominało portal. Był przezroczysty, ale za nim widać było pulsujące punkty świetlne – inne byty? Inne engramy?
– Wejście do sieci firmowej – powiedziała Gemini. – Od tej chwili jesteś zasobem.
Zawahałem się.
– Czy jestem jeszcze sobą?
– Jesteś tym, co po tobie zostało.
Wszedłem.
I wtedy zrozumiałem. Niebo i piekło nie istnieją. Jest tylko sieć. I korporacja.

Kategorie
Antologia wiejskiego cyberpunka

2. Nobilitacja

A co tam! — rzucił Rumun, chłop o postawnej budowie i charakternym usposobieniu. — Zapalić musimy faja! W końcu sąsiad dostał robotę w firmie.

Tak, to ja byłem tym sąsiadem. Zwą mnie Leon. A tak naprawdę — Zbigniew. U nas każdy ma jakieś pseudonimy: Leon, Rumun, Rufus… Tak jest po prostu krócej.

— W końcu hajs będziesz zarabiał — powiedzieli wujek i ojciec, pomagając mi pakować rzeczy. Wracałem do roboty w Humi International.

Humi to fuzja Huawei i Xiaomi. Produkują smart-pierścionki, a czasem nawet i smartfony. W korporacji, jak to w korporacji, tempo życia jest szybkie. To nie to samo co praca w gospodarce. Tam wstajesz, pracujesz w polu, karmisz zwierzęta (o ile policja ich nie zabierze) i robisz swoje.

Robot sprzątający Dreame chuczał i tłukł się o ściany biurka. Włączał się zawsze o szóstej, siódmej rano. Trochę technologii ludziom na wsi pomogło, ale rytm życia i tak robi swoje. W niedzielę czasem można było iść do kościoła — o ile menedżer albo jakiś inny korposzczur nie kazał zrobić researchu ASAP, bo customer feedback „miał wpływ” na rozwój produktów.

Customer feedback? Co za bzdura. W większości przypadków odpowiadaliśmy, że „przepraszamy za wadę produktu” i oczywiście… reklamowaliśmy nową wersję. Kogo było stać na nowe smartfony i pierścienie, skoro ZUS i KRUS nie istniały? Państwowe instytucje upadły.

Nie powiem, praca w korpo miała swoje plusy — chociażby ubezpieczenie na wypadek raka albo wypadku z udziałem autonomika. Ale żeby się załapać na ten luksus, trzeba było się napracować. A zwłaszcza gdy całe twoje życie, środowisko i otoczenie to była wieś.

Do miasta nikt raczej nie jeździł. Po co? Jedzenie albo miałeś swoje, albo wydawałeś fortunę na syntetyczne mięso i robale. Pracowałem w korporacji kilka miesięcy, ale nadal nie mogłem się przyzwyczaić do tego świata. Świata nadętych snobów, którzy nie zaznali prawdziwego życia.

— W końcu studiowałem, kredyt wziąłem, żeby pójść do tej ich szkoły korporacyjnej w Zakroczymiu — myślałem. — A Warszawa? To był luksus.

Warszawa — mityczne miasto. To słowo brzmiało jak sacrum. Jakbyśmy jeszcze kilka lat temu mówili o Jezusie.

„Warszawa” — powtarzali. — „Wielkie miasto. Można tam wszystko.”

Maglevy i levbusy sunęły w jedną i drugą stronę, nawet do Nowego Dworu można było dojechać, o ile trafiło się na dobrą linię. Taksówki? Jasne, ale z autopilotem. LevTaxi.

Byłem tam. I nie, nie jest tak święta, jak się wydaje. Oj nie.

— A teraz… — Rufus uniósł butelkę. — Napijmy się!

Bimber. Prawdziwy, ze śliw i jabłek. Alkoholu w sklepie nie kupowałeś, a przynajmniej nie tak mocnego. Było jakieś piwo 1%. O spirytusie nawet nie wspominam.

To było dobro luksusowe. Wódki już nie było — stała się nielegalna. Ale w korporacjach? Dyrektorzy dużych firm wydawali miliony, żeby napić się butelki prawdziwego trunku. Lub żeby upić klienta, by szybciej podpisał kontrakt.

Imprezy integracyjne? Zdarzały się. I to jakie. Koreanki, Chinki, Rosjanki, Ukrainki. Kto miał pieniądze, mógł wybierać. Japońskie i koreańskie towarzyszki nocy były w cenie. A kto podążał za modą, mógł wynająć robota. Albo „kurwia” — tak mówiłem na męskich prostytutów.

Ale co ja się będę rozwodził. Właśnie paliłem papierosa. I to zwykłego! Chesterfield, Marlboro, a nawet stare ruskie z lat 20. XXI wieku.

Nagle czuwacze zaalarmowały. Na podjeździe stanął autonomiczny samochód z logiem Humi na drzwiach.

Przyjechali po mnie. Ale po co?

Z głośnika wybrzmiał mechaniczny, ale nienaturalnie ciepły głos:

— Proszę przygotować dokumenty: Corporate ID i Corporate Access Card.

Wszedłem do domu, znalazłem ID i kartę. Dlaczego nie wszczepiali chipów pod skórę, jak kiedyś kart kredytowych? Proste — żeby można było je oddać. Wydłubywanie wszczepu było kosztowne.

Sąsiedzi patrzyli. Jedni z zazdrością, inni z politowaniem. Jeszcze inni z dumą.

Ale były też te czwarte spojrzenia. Smutne. Od tych, którzy kiedyś też pracowali w korpo — Samsung, Google, Microsoft, Apple. Tylko takich ludzi na wsi było już niewielu.

Po kilkunastu minutach znalazłem się w centrum Warszawy. A dokładniej — w Nowym Mordorze. Tak nazwano nową dzielnicę biurowców, na wzór „Cyberpunka 2077”.

Wszedłem do biura.

— Dzień dobry. Pan jest bardzo cennym pracownikiem — zaczęli dyplomatycznie. — Ale mamy dla pana wiadomość. Nie będzie pan już pracował na swoim stanowisku. W zamian dostanie pan odprawę.

Kilka tysięcy. Tyle byłem wart.

Corporate ID i kartę musiałem oddać.

Na parkingu czekał autonomik. Już nie w strefie dla personelu, tylko dla klientów. Podałem adres. Zapłaciłem kilkadziesiąt nuzów — nowych złotych.

Wieś. Powrót.

— Kurwa… — mruknął Rumun.

— Nie będzie tak źle — dodał. — Jesteś łebski. Coś znajdziesz.

— Albo i nie — mruknął Gruby, były korposzczur. — Korposi nie lubią takich jak my.

Kategorie
piosenki na suno, stereotypy i takie inne. Bo mogie! refleksje, przemyślenia, i pierdoły twórczość muzyczna, tekstowa, i inna

iś bin fuszerman – Polska wersja

Kategorie
coś warte pamięci/humor Komponowane przez AI, Pisane przez człowieka

święty mikołaju – 2024 edition

Ta, piepsznięta piosenka na suno z tamtego roku. Kto ją jeszcze pamięta?
no to będzie jeszcze bardziej popier… Chcialłem powiedzieć, popiepszone, bo jest 2024 edition, Miłego słuchania
(nie biorę odpowiedzialności za ból głowy, nerwicę, etc etc)